Samotnie wędrowałam od miasta do miasta, nie zatrzymując się nigdzie. Byłam błąkającą się duszą bez jakiego kol wiek celu w życiu. Nie miałam pracy, domu czy bliskich. Od kilku dni nie miałam w ustach, chodź by kropli krwi, przez co byłam jak tykająca bomba.
Szłam ponurą ulicą, z zwęszoną głową. Zastanawiałam się nad własnym celem bycia. Idąc tak kopałam jakiś kamyk, nie zwracając uwagi na drogę. W pewnym momencie potrąciłam jakiegoś kolesia. Rozdawał ulotki. Zdenerwowana syknęła, ukazując swoje kły. Chłopak wyrzucił wszystkie ulotki do góry, po czym sam zaczął uciekać. Złapałam jedną z ulotek. W mieście urządzili imprezę. Postanowiłam się na nią wybrać. Bez chwili zwłoki - trochę niechętnym krokiem - ruszyłam do wyznaczonej lokacji. W środku było pełno ludzi. Wszyscy tańczyli. Rozejrzałam się. Zauważyłam chłopaka, "podpierającego ściany". Miał czarne włosy i siedział w kapturze. Wyczuwałam w nim coś niezwykłego. Podeszłam do niego. Była chwila milczenia, lecz po chwili chłopak zagadał dość niepewnie:
- Hej
- Cześć
Artur?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz