Wypiłam dwa drinki a Kevin nawet nie wiem ile. Był totalnie napruty. Nagle zaczął śpiewać!
-Przyyybyliii ułaaaaani poood okieeeenkoo...-śpiewał dosyć głośno. Cała knajpa się na nas patrzyła. Żeby załagodzić sytuację,czyli uciszyć Kevina,pocałowałam go. Podziałało
-Chodź,mój śpiewaku,idziemy do domu-powiedziałam i położyłam jego rękę na moje ramię. Z trudnością udało mi się go wyprowadzić z lokalu i dociągnąć do samochodu. Zaczęłam szukać u chłopaka kluczyków. Gdy je znalazłam,usiadłam za kierownicą. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Bałam się,że może coś się stać,bo ja też nie byłam całkiem trzeźwa. Wprawdzie moje drinki miały mało alkoholu w sobie,ale to jednak jakaś zawartość alkoholu była. Przekręciłam kluczyk w stacyjce,ale to nic nie dało. Miał przebite opony. Wyszłam z auta i zaczęłam szukać w bagażniku dodatkowej opony. Jak na złość,nie było jej tam. Zadzwoniłam po pomoc drogową.
-Dojedziemy najszybciej na jutro-powiedział dyspozytor
-Jutro!? Czy pan zdaje sobie sprawę,ile to czasu!? Żegnam!-krzyknęła do słuchawki i zakończyłam połączenie. Rozejrzałam się. Nie bbyło żadnego sklepu z oponami itd. Ale był spożywczy. Poszłam do niego i kupiłam dwa jogurty naturalne,które podobno działają cuda na pijanych. Wypiłam swój,i było lepiej. U Kevina było gorzej,bo nie podziałało. Po drugiej stronie odjeżdżał jakiś chłopak podbiegłam do niego
-Cześć. Masz może sprzedać mi jedną oponę? Ktoś nam przebił-wyjaśniłam. Chłopak się uśmiechnął
-Pewnie. I za ładny uśmiech,masz ją za darmo. Pomóc ci ją założyć?-zapytał wyciągając oponę
-Jeśli to nie byłby kłopot. Ratujesz mi życie-uśmiechnełam się. Chłopak pomógł mi ją założyć. Zapłaciłam mu 20$ i wsiadłam do auta. Ponownie włożyłam kluczyk i ruszyliśmy. Było jeszcze gorzej niż myślałam. Był to piątek. Na autostradzie było mnóstwo aut. Ręce mi drżały a widok się rozmazywał. Wjechałam na swój pas i jechałam. Nagle zza zakrętu "wyskoczyło" auto. Uderzyło w nas. Wpadliśmy w rów. Sprawca uciekł. Szybko się odwróciłam,żeby zobaczyć,czy Kevin jest cały. Ze skroni leciała mu krew. Wyciągnęłam go i zaczęłam płakać z nieporadności. Zamieniłam się w wilka,wzięłam go na plecy i poniosłam do najbliższego miasta. Było 10 kilometrów stąd. Gdy doszłam do wlotu,wróciłam do ludzkiej postaci. Zaniosłam go do szpitala. Przyjęli go bezzwłocznie. Ja wypełniałam odpowiednie dokumenty. Po godzinie oczekiwania,wyszedł lekarz
-To pani przywiozła tu tego chłopaka?-zapytał facet w białym kitlu
-Tak. Co z nim? Jest wszystko dobrze? Do ch*lery niech pan mówi-odpowiedziałam mówiąc dosyć szybko.
-Spokojnie. Gdyby nie taka szybka ingerencja z pani strony,byłoby bardzo źle. Jego stan ogólny jest dobry a rana została zaszyta-wyjaśnił
-Rozumiem. Mogę do niego wejść?-zapytałam
-A jest pani kimś z rodziny?-zapytał
-Nie. Znaczy tak. Jestem jego dziewczyną-odpowiedziałam
-W takim razie idź-powiedział i odszedł. Ja weszłam do sali i usiadłam obok łóżka. Pogładziłam jego policzek. Wtedy powoli zaczął otwierać oczy
-Kevin! Skarbie-powiedziałam i przytuliłam go
Kevin? Nie przesadziłam z dramaturgią? xD
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz