Wyszłam na dziedziniec zamkowy. Usłyszałam słowa [...]zakochałem się w dziewczynie która na już chłopaka. Wbiło mnie w ziemię. Nagle odwrócił się Kevin
-Przepraszam że zepsułem ten wieczór-powiedział zrezygnowany
-Nie zepsułeś. To miłe,że chciałeś mi pomóc. Dziękuję-uśmiechnełam się siadając obok chłopaka
-Ale nie słyszałaś tego co mówiłem,prawda?-zapytał. Zawahałam się
-Nie. A co mówiłeś?-zapytałam
-Nic nie ważne-odpowiedział krótko
-Chodź wracamy na bal-powiedziałam i wzięłam go za rękę
-Nie wpuszczą mnie-zaprzeczył
-Z ostatnio przedstawicielką rodu Wellington? Proszę cię-powiedziałam i weszliśmy do zamku
-Awanturnik nie wchodzi-powiedział szttwno strażnik
-Po pierwsze. To Henry zainicjował bójkę. Po drugie to mój kolega a ja jestem Isabelle Wellington. Widzę że jesteś nowy. Ten bal od wieków organizowanł mój ród-powiedZiałam lekko kpiąc. Strażnik zaczerwienił się a my kontynuuowaliśmy przyjęcie
Kevin?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz